Bateria im.Heliodora Laskowskiego

(ostatnia aktualizacja 28-VIII-2016)

Darmowe narzÄ?dzie do tA?umaczeA? stron internetowych
FreeWebsiteTranslation.com

Zamaskowane działo 152,4mm bat.Laskowskiego

Bateria 31 najpotężniejsza na Helu, więcej - najpotężniejsza i jedyna taka w całej przedwojennej Polsce, - zwana od 1937 roku imieniem jej twórcy, kmdr Heliodora Laskowskiego, składała się z 4 armat Boforsa wz.35 o kalibrze 152,4 mm - zlokalizowanych na potężnych żelbetowych stanowiskach na samym skraju cypla półwyspu helskiego, stąd zwyczajowo nazywa się ją "baterią cyplową". Znajduje się ona na terenie będącym jeszcze do niedawna we władaniu wojska, ale dostępnym oficjalnie od 2004 roku bez przewodnika. Bateria ta mogła skutecznie strzelać na max. zasięg 26 km (odległość do Chałup).
Wydzieloną częścią baterii Laskowskiego były 2 działa 75 mm Schneider wz.1897 na podstawach morskich pełniące rolę oświetleniową do strzelań nocnych oraz będące artylerią przeciw - desantową, zlokalizowane po zatokowej stronie cypla.
[UWAGA: poprzednio błędnie podawałem, że te dwa działa to była bateria nr 21 - mająca działa tego samego kalibru i producenta - ale o wiele nowocześniejsze],

Heliodor Laskowski 1 stycznia 2007 minęła 70 rocznica nadania Baterii Cyplowej imienia Heliodora Laskowskiego. Większość osób wielokrotnie słyszała to nazwisko nie wie jednak, kim był patron jedynej i największej w przedwrześniowej Polsce baterii i czym zasłużył sobie na ten zaszczyt. Urodzony w 1898 roku w Nieszawie Heliodor Laskowski skończył studia wojskowe jako inżynier artylerii morskiej we francuskich wyższych szkołach wojskowych. Mimo młodego wieku, dzięki ogromnej wiedzy, energii i pracowitości został jako kapitan marynarki szefem służby Artylerii i Uzbrojenia w Kierownictwie Marynarki Wojennej RP. Po wyzwoleniu Polski w 1918 roku artyleria nadbrzeżna praktycznie nie istniała. Przeważającą w tym czasie koncepcją militarną było stworzenie na Helu bazy zaopatrzeniowej marynarki, która to baza miała być broniona siłami morskimi floty. H.Laskowski udowadniał, że ta koncepcja jest nie do przyjęcia - baza może stać się całkowicie bezbronna, bezkarnie ostrzeliwana i bezużyteczna, trzeba natomiast stworzyć silnie uzbrojona bazę lądową, pod której skrzydła mogą się schronić jednostki floty w razie potrzeby remontu, zaopatrzenia lub innych problemów. Plan opracowany pod kierunkiem H.Laskowskiego przewidywał możliwość prowadzenia ognia do celów od pełnego morza aż do całego rejonu Zatoki Puckiej. Dzięki jego energicznym staraniom i pracom studialnym sfinalizowano w końcu liczne, kolejne wnioski i projekty w sprawie tworzenia artylerii większego kalibru w Helu. To właśnie Laskowski uznał proponowany francuski sprzęt za przestarzały i przełamał monopol Francji na dostawy uzbrojenia doprowadzając do rezygnacji z zakupu francuskich dział i to dzięki jego staraniom Marynarka Wojenna RP zawarła 20.12.1933 roku umowę na dostawę czterech armat szwedzkiej firmy Bofors wz. 35 kalibru 152,4 mm z terminem realizacji 26 miesięcy. O zawarciu umowy zadecydował oprócz dobrych parametrów szwedzkich armat także fakt, że Szwedzi zgodzili się na transakcję barterową - w rozliczeniu przyjęli 125 000 ton węgla, i przedstawili konkurencyjną cenę. Ogólny nadzór nad kontraktem sprawował cały czas kmdr ppor. Laskowski, który kilkakrotnie wyjeżdżał do Szwecji gdzie był na stałe oddelegowany chor. mar. Jan Lichy, aby nadzorować montaż i brać udział w próbach poligonowych.
W fabryce Boforsa mechanizmy każdego zmontowanego juz działa docierano przez 12 godzin, następnie po demontażu działa przewożono go w częściach na poligon gdzie po trwającym dwa dni montażu wykonywano próbne strzelania do tarczy z płyt pancernych o wymiarach 1,5 x 2 m. i grubosciach 100 i 200 mm. Strzelano pociskami przeciwpancernymi i burzącymi na odległość aż do maksymalnej donośności. Uzyskiwano bezbłędne trafienia w tarcze nawet na największym dystansie.

plan stanowiska Budowę stanowisk baterii specjalnie zaprojektowanych przez polskich inżynierów rozpoczęto wiosną 1935 r. Projekt układu fortyfikacyjnego baterii opracowali mjr Rudolf Fryszkowski i ppor. inż. Henryk Wagner, koncepcję ustawienia armat na bloku żelbetonowym, osłaniającym w swoim wnętrzu 2 komory amunicyjne i przedsionek wykorzystywany jako schron załogi był szef budownictwa K.M.W. kmdr ppor. inż. Tadeusz Kinel, projekt techniczny stanowisk dział opracował por. Włodzimierz Dołęga-Otocki. Całośc prac budowlanych wykonała cywilna firma "Jaskólski Brygiewicz i Sp." za kwotę 400 tysięcy złotych.
Każde z czterech identycznych stanowisk wykonanych dokładnie na tym samym poziomie niezależnie od ukształtowania terenu składało sie z prostopadłościennego, żelbetowego bunkra, na którego 2-metrowym stropie przygotowano działobitnie chronioną przedpiersiami, będącymi integralną częscia konstrukcji i zawierającymi w sobie windy amunicyjne. Pomieszczenie pod działobitnia skłądało sie z przedsionka-schronu mieszczącego poruszane ręcznie windy amunicyjne wzorowane konstrukcjach wind ORP Wicher i dwu komór amunicyjnych - na pociski i na ładunki w mosiężnych łuskach. Obok wind zamontowano tradycyjne rury głosowe do łączności z działobitnią. W przedsionku uzbrajano pociski i ładowano je do wind. Łuski donoszono ręcznie, natomiast ponad 40 kg pociski podawano rolkowym przenośnikiem. W był także ręczny wentylator instalacje elektryczne i telefoniczne oraz specjalne lampy zainstalowane w przedsionku w czterech specjalnych niszach osłonietych grubymi szybami, przez które oświetlały także wnętrza komór amunicyjnych. Działobitnie były od strony tylnej całkowicie nieosłoniete, co było niewątpliwie błędem konstrukcyjnym - który nie został naprawiony w czasie powojennej modernizacji. Niezwykle kanciasta wieża działa Boforsa była wykonana z płyt pancernych o grubości 30 mm, zaopatrzona w podest dla obsługi i także całkowcie odsłonieta z tyłu. Na pancerzu umieszczony był obracający się wraz z wieżą stalowy "parasol" do montowania maskowania.
Każde stanowisko ważyło około 800 ton i było chronione dodatkowo (z wyjątkiem częsci wejściowej) płytą detonacyjną o szerokości 3,80 m. i grubości 0,40 m, mającą zapobiegać naruszeniu fundamentów stanowiska w razie bliskiego wybuchu. Stanowisko było zaprojektowane aby przetrzymać bombardowanie pociskami kalibru do 203 mm.
W czerwcu i wrześniu 1935 roku cztery armaty 152,4 mm, zakupione w Szwecji w firmie Bofors, po próbach poligonowych nadzorowanych także przez H. Laskowskiego znalazły się w gdyńskim porcie, przywiezione w dwu ratach transportowcem Marynarki Wojennej ORP WILIA - frachtowcem zbudowanym w 1906 roku.

Dane armat Boforsa 152,4 mm wz. 35

  • długość lufy - 55 kalibrów
  • masa pocisku - 47 kg (pancerne i burzące)
  • prędkość początkowa - 920 m/s
  • maksymalny zasięg - 22,4 do 26 km. (w zależności od typu pocisku)
  • kąt ostrzału poziomego - 360 stopni.
  • masa działa - 10,5 t (9,6 t według oryginalnej sygnatury na zamku działa)
  • przebijanie pancerza - 78 mm na 15 km.

Armaty dostarczono koleją do Helu i wyładowano na stacji PKP sprowadzonym z Radomia dźwigiem kolejowym. Armaty transportowano w elementach, z których najcięższymi były podstawy ważące około 5 ton i lufy o masie około 3 ton. Na stanowiska baterii leżace ok. 1200 m od stacji PKP transportowano je po ułożonej z podkładów kolejowych drodze na specjalnie skonstruowanych saniach przetaczanych na stalowych rurach 100 mm. Sanie przeciągano ręcznymi windami kotwicznymi, które mocowano do drzew lub specjalnie wbitych pali. Przez 8 godzin jeden z transportowanych elementów udawało się przeciągnąć o ok. 500 m. Transportu dokonywano w pełnej tajemnicy i maskowaniu - niemiecki wywiad aż do poddania sie Helu nie znał ilości i lokalizacji dział, co było także zasługą świetnego maskowania bojowego zarówno dział, jak i torów kolejki amunicyjnej i dróg dojazdowych. Dla ustawiania dział na stanowiskach wykorzystano zaimprowizowany dźwig bramowy łącząc dwa wypożyczone od PKP podnośniki do parowozów specjalnie skonstruowaną belką. Prace nadzorował chor. mar. Jan Lichy, który przy montażu lufy pierwszego działa uległ ciężkiemu wypadkowi został zastąpiony przez kpt. mar. Ryszarda Reymana szefa Uzbrojenia Floty.

Bateria otrzymała nr 1 i we wrześniu 1935 r. przeprowadziła próbne strzelania. Na drewnianej wieży nieopodal baterii zainstalowano dalmierz produkcji Polskich Zakładów Optycznych o dokładności 5 metrów na odległość 20 km. W 1936 roku zmieniono numer baterii na nr 31.
Na początku 1938 roku zamontowano centralę artyleryjską firmy St.Chamond Granat do kierowania baterią. Na pierwszego dowódcę baterii wyznaczono kpt. mar. Stanisława Kukiełkę, po nim objął tę funkcję kpt. mar. Bohdan Mańkowski.

Tymczasem, nękany ciężką chorobą nerek H.Laskowski wyjechał na kurację klimatyczną do Egiptu, gdzie zmarł 12 kwietnia 1936 r. w wieku zaledwie 38 lat Pionier obronności Wybrzeża Polskiego, inżynier-artylerzysta i wykładowca w wyższych szkołach wojskowych, komandor podporucznik Heliodor Laskowski, tęsknił do Nieszawy i po śmierci został zgodnie ze swoją wolą pochowany w swoim rodzinnym mieście.

W tym czasie helskie baterie odbywały już liczne strzelania do celów morskich, powietrznych a także naziemnych (w kierunku Juraty) Strzelania te odbywały się po zakończeniu sezonu turystycznego, na ogół w godzinach rannych, w przerwach kursowania pociągów. Prowadzono także strzelania nocne, z pomocą dwu plutonów Morskiej Kompanii Reflektorów Przeciwlotniczych przydzielonych z Gdyni (6 reflektorów).

Czyniąc zadość wnioskowi kolegów i przyjaciół dowódca MW kontradmirał Jerzy Świrski nadał uroczyście 31 baterii dział na cyplu helskim imię Heliodora Laskowskiego dnia 01.01.1937 roku, uznając w ten sposób zasługi tego wybitnego oficera.
Już po śmierci H.Laskowskiego, w dniu 27 lipca 1937 r. w firmie "Bofors" podpisano umowę na kolejne 4 działa 152,4 mm. Trzeba tu podkreślić, że było to sfinalizowanie negocjacji H.Laskowskiego - odlewy na lufy tych dział wykonane zostały jeszcze podczas pobytu polskiej delegacji na próbach odbiorczych w 1935 r.

W 1937 roku odbyły się zakrojone na dużą skalę dzienno-nocne ćwiczenia w obronie przeciwdesantowej ze współudziałem okrętów floty oraz oddziałów z Gdyni i Wejherowa.

kmdr por.Zbigniew Przybyszewski na tle bat.Laskowskiego Pod koniec 1938 roku kapitan marynarki Zbigniew Przybyszewski, ze względu na znakomitą opinię, którą wyrobił sobie jako oficer i świetne wyniki strzelań artyleryjskich dowodzonych przez niego marynarzy-artylerzystów, został mianowany dowódcą baterii Laskowskiego - 31 Baterii Artylerii Nadbrzeżnej na Helu. Fakt ten został przyjęty przez kmdra Steyera - Dowódcę Rejonu Umocnionego Hel z wielkim entuzjazmem i zadowoleniem. Przybyszewski, "Zbyszko z Kruszwicy" - jak go wówczas nazywano w Marynarce Wojennej cieszył się już wtedy ogromnym szacunkiem i uznaniem.

Gorące lato 1939 roku przynosi wzrost napięcia i kolejno ogłaszane mobilizacje częściowe. Stan baterii zwiększono, tak że składała się w sumie z pięciu oficerów i około stu podoficerów i marynarzy reprezentujących bardzo wysoki poziom wyszkolenia bojowego oraz wysokie morale. Powiększono także uzbrojenie p-lot o pojedynczy nkm 13,2 mm, i wymieniając stare ckm-y na nowsze wz 30. Armaty 152,4 mm miały zapasy amunicji wynoszące zaledwie 186 pocisków na działo, a zadania postawiono przed baterią ogromne. Miała zwalczać wrogie jednostki floty i wspierać obronę przeciwdesantową i przeciwlotniczą półwyspu, czyli być jednostką, na współdziałanie której będą liczyć niemal wszystkie oddziały lądowe i morskie z rejonu Zatoki Gdańskiej, natomiast jej własna pozycja była osamotniona i musiała liczyć wyłącznie na własne siły.
Powszechna mobilizacja zostaje ogłoszona przez Ministra Spraw Wojskowych 30 sierpnia 1939 r., a już najbliższej nocy,
1 września 1939 roku Niemcy rozpoczynają atak na Polskę. Ogromną cześć ciężaru obrony cypla przejęła natychmiast bateria Laskowskiego nie dopuszczając w pobliże wielokrotnie lepiej uzbrojonych okrętów niemieckich.
Już 3 września miał miejsce pojedynek artyleryjski, w którym polskie pociski trafiły w maskę działa niszczyciela Leberecht Maass. Trafienie w maskę działa "Leberecht Maassa" zgłosił zarówno dowódca baterii im. Laskowskiego kpt. Zbigniew Przybyszewski oraz niemiecki kontradmirał Lütjens. Przez wiele dni bateria Laskowskiego toczyła pojedynki artyleryjskie - przede wszystkim z pancernikami Schleswig-Holstein i Schlessien.
Rano 25 września pancerniki zdołały się prawidłowo wstrzelać i pociski kalibru 280mm zaczęły wybuchać na terenie baterii. Jeden z nich trafił w betonową platformę działa nr 3, powodując śmierć dwu marynarzy i poważnie raniąc kilku innych. Eksplozja uszkodziła maskowanie, a gruz i odłamki zablokowały mechanizmy działa. Kolejny pocisk unieruchamia czasowo działo nr 1, a jeden z odłamków rani kierującego ogniem na nieosłoniętej wieży kpt. Przybyszewskiego. Pozostałe dwa nieuszkodzone działa strzelają nieustannie uzyskując nakrycie niemieckiego pancernika Schlesien. Ten stawia zasłonę dymną, a bateria przenosi ogień na pancernik Schleswig-Holstein. Chwilę potem, o godzinie 11.18, oba niemieckie okręty przerywają pojedynek i wycofują się poza zasięg polskiej baterii. Niemieckie okręty łącznie wystrzeliły 159 pocisków kalibru 280mm i 209 pocisków kalibru 150mm. Dwa uszkodzone działa baterii Laskowskiego zostały wkrótce uruchomione, a rannego dowódcę zastępuje kpt. Bohdan Mańkowski. 28 września kpt. Przybyszewski opuszcza szpital wbrew zakazowi lekarzy i wraca z ręką na temblaku do dowodzenia baterią.

Schleswig Holstein W kolejnym pojedynku artyleryjskiem, który miał miejsce 27 września - bateria Laskowskiego uzyskała bezpośrednie trafienie w prawoburtową kazamatę artyleryjską pancernika SCHLESWIG-HOLSTEIN raniąc 14 członków jego załogi.

(po lewej: prace pokładowe w rejonie kazamaty Schleswig-Holstein i to samo miejsce po trafieniu pociskiem z baterii Laskowskiego)

Legendy o bohaterstwie kpt. Przybyszewskiego, to nie tylko ten spektakularny powrót do akcji. To przede wszystkim to, że jako lubiany i cieszący się wielkim zaufaniem dowódca przez cały czas trwania walk nie dopuścił do moralnego rozkładu podległych sobie pododdziałów. Marynarze baterii wiedzieli o załamywaniu się frontów, o szybkim postępie wojsk niemieckich, o przypadkach rebelii i buntów na samym Helu - lecz sami do końca uważali się za niepokonanych, i nie dopuszczali do siebie myśli o przegranej. Zwycięskie pojedynki z niszczycielami, równorzędna walka z dysponującymi ogromną siłą ognia pancernikami, udana obrona przeciwlotnicza - oto niezaprzeczalne sukcesy marynarzy 31 baterii cyplowej, dowodzonej przez oficera, który swą postawą reprezentował w ich oczach coś więcej, niż tylko zwyczajną, pozbawianą wyobraźni odwagę. Kpt. Przybyszewski umiejętnym szkoleniem i własnym przykładem wpoił tym ludziom morale, pozwalające im mobilizować się maksymalnie w okrutnych warunkach walki z nawałą wroga i do końca zachować pełną zdolność operacyjną baterii.

Tymczasem wojska polskie, dodatkowo zaatakowane już 17 września od wschodu przez Związek Radziecki, cofały się przed atakami wojsk niemieckich i radzieckich poza granice kraju. Poddała się Warszawa, padł Modlin, dalsza walka nie miała sensu.
Nadeszła kapitulacja...
W nocy z 1 na 2 października załoga baterii cyplowej rozpoczyna niszczenie swoich stanowisk - centrali artyleryjskiej, dalmierzy, przyrządów celowniczych. Dwa zamki dział zostały zniszczone, a dwa pozostałe wymontowane i zatopione w morzu. Spalono wszystkie szyfry, podobnie jak cześć akt i dokumentów.
Jak zanotował kpt. Przybyszewski:

"2.X wpłynęły do portu okręty niemieckie, załoga przed odmarszem do niewoli odśpiewała hymn narodowy".

Z relacji bosmana Pawlikowskiego:

"Wkrótce nadjechali samochodami niemieccy oficerowie, wysiedli, zbliżyli się do dowódcy, oficer niemiecki zasalutował i wyjął papierośnicę częstując kapitana papierosem, ten jednak energicznie odmówił, co nam się bardzo podobało".

Dalej opowiada tę scenę Franciszek Fenikowski (Kaloszem do Skandynawii):

Chwilę później Niemiec butnie wykrzyknął: "Zdać broń!"
"Wtedy Zbigniew Przybyszewski pobladł. Z zaciśniętymi wargami wystąpił z szeregu. Niewprawnie manewrując jedyną zdrową ręką odpiął kordzik. Niemiec wyciągnął rękę by go odebrać. Ale ranny obojętnie minął krzykacza. Podszedł do krawędzi nadbrzeża, tam gdzie lśniły wilgocią żelazne łby cumowniczych polerów i z rozmachem cisnął broń w morze".

Ten symboliczny gest mówi więcej niż wiele słów…
Podczas okupacji Przybyszewski był więziony w oflagach X B Nienburg, XVIII B Spittal, wreszcie II C Woldenberg (Dobiegniew). Z tego ostatniego dwukrotnie próbował uciec - raz podkopem, drugi raz ukrywając się na wyjeżdżającej z obozu ciężarówce.

Przebieg działań wojennych we wrześniu 1939 roku potwierdził słuszność koncepcji Laskowskiego - Hel bronił się długo i skutecznie, przeciwko wielokrotnie silniejszemu przeciwnikowi, poddając się po 32 dniach tylko ze względu na bezsensowność dalszej obrony i dalszego ponoszenia strat w ludziach.

W czasie okupacji Niemcy przywrócili działom bat.Laskowskiego sprawność, sprowadzili brakujące wyposażenie dział i amunicję. Bateria była w użyciu jako bateria Schlesien aż do kapitulacji półwyspu 9 maja 1945 r.

Przedwojenne stanowisko nr 1 działa 152,4 mm znajdujące się najbliżej Zatoki, zostało wysadzone w powietrze przypadkowo, w niewyjaśnionych okolicznościach już po wyzwoleniu Helu - podobno jesienią 1946.

Zbigniew Przybyszewski po wojnie wrócił do Polski, awansował na komandora porucznika. W 1952 roku został aresztowany przez wojskowa bezpiekę - "Główny Zarząd Informacji" - i po miesiącach tortur stracony w wyniku fałszywego, stalinowskiego procesu. Zrehabilitwano go formalnie w 1956 roku.

Wiosną 1954 roku w czasie budowy stanowisk dla 27 BAS - baterii 4x100mm, saperzy Marynarki Wojennej pod dowództwem por.Tadeusza Bieńka rozerwali trotylem lufe i pozostałości działa Bofors 152,4mm bo zasłaniało ono linię ognia nowobudowanej baterii:

"Wysadzanie zacząłem od działa, zakładając pierwsze ładunki od strony wylotu lufy. Stopniowo rozrywałem działo na mniejsze kawałki. W miarę przesuwania się do komory zamkowej trzeba było zwiększać wielkość ładunku. Ze względów bezpieczeństwa, z uwagi na duży rozrzut odłamków prace te zakończyłem. Pozostałą po pracach minerskich komorę zamkową działa, przy pomocy traktora odciągnięto na plażę, a pozostałe lżejsze części rozerwanej lufy odwieziono do składnicy złomu w Pucku. Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży złomu kupiono niezbędne materiały do dekoracji marynarskiej świetlicy (firany, kotary, obrusy itp.). Po usunięciu działa można było wyrównać betonowe rumowisko, aby nie zasłaniało przedpola i umożliwiało prowadzenie ognia przez baterię 27 BAS."
(Cyt. według opowiadania T.Bieńka w Helskiej Blizie Numer 16 (182) 24.09.2004)

Obecnie, resztki tego stanowiska atakowane nieustannie przez morze zapadają sie z każdym rokiem coraz głębiej w piasek plaży i zmieniaja swój kształt. Zwiedzając to stanowisko należy zwrócić baczną uwagę na wystające wszędzie resztki stalowych zbrojeń mogących stanowić poważne zagrożenie.

Po nieudanych (głównie ze względów politycznych) próbach odnowienia kontaktów z firmą BOFORS przedwojenne armaty o kalibrze 152,4 mm podjęto decyzję o zastąpieniu wyeksploatowanych dział Boforsa radzieckimi armatami morskimi B-13 kalibru 130 mm.
Dwa historyczne działa Boforsa przekazano - jedno do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, a drugie do Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Fragment lufy z komorą zamkową z trzeciego działa, fragment mechanizmów i część pancerza znajdują się w skansenie Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu.

Ze względu na mniejsze wymiary dział B-13 podstawę dział podniesiono do góry betonową nadlewką ok.40 cm i dobudowano betonowe przedpiersie naokoło każdego działa, zmniejszające działobinię.
Jednocześnie, w 1948 roku dobudowano nowe stanowisko artyleryjskie, dokładnie według przedwojennego projektu, sytuując go na północ od przedwojennego stanowiska nr. 4. mniej więcej tam, gdzie na przedwojennym szkicu jest stanowisko NKM-u dwulufowego.
dzialo 130 mm  B-13 Przenumerowano stanowiska - przedwojenne stanowisko nr. 2 - otrzymało nr .1, stanowisko nr. 3 otrzymało nr. 2, stanowisko nr. 4 otrzymało nr. 3, a nowo zbudowane otrzymało nr. 4
Na tych odnowionych stanowiskach ustawiono 4 działa 13 BAS (Baterii Artylerii Stałej) - armaty morskie B-13 kalibru 130 mm (lufy długości 50 kal) produkcji radzieckiej.
Ich zasięg maksymalny wynosił 25 km, a skuteczny 19 km.

W 1974 roku, w związku ze zmianami w koncepcjach obronnych Układu Warszawskiego, a także ze wzrostem znaczenia broni rakietowej i wzmocnieniem środków napadu powietrznego, rola artylerii nadbrzeżnej drastycznie zmalała - z tego powodu rozformowano w Polsce wszystkie Baterie Artylerii Stałej.
W 1977 roku zaprzestano konserwacji dział, porzucając je na pastwę losu....
W latach 90-tych większość armat rozebrano na złom, bądź przekazano do muzeów. Na stanowisku nr 3 pozostawiono jedno działo B-13 - mozna je podziwiac do dziś.

Z końcem 2006 roku rozwiązano w Helu 9 Flotyllę Obrony Wybrzeża - Marynarka Wojenna definitywnie opuszcza Hel, pozbawiając pozostająca na nim obiekty nawet symbolicznej opieki przed złodziejami, złomiarzami i dewastacją. Obiekty baterii Laskowskiego, od kilku lat opuszczone, zaniedbane i zdewastowane, są - mimo tego - celem podróży niewyobrażalnie wielkiej ilości turystów polskich, pielgrzymujących tutaj nie tylko z całej Polski, ale i z całego świata, aby osobiście zobaczyć tę najsłynniejszą baterię polską.

stanowisko dziala 130 mm  B-13 22 września 2007 roku na uporządkowanym i odrestaurowanym przez Muzeum Obrony Wybrzeża, dzięki dotacji sponsora - Dyrekcji Generalnej Poczty Polskiej - przedwojennym stanowisku nr 4 baterii Laskowskiego, odbyły się uroczyste obchody 100-lecia urodzin jej legendarnego dowódcy, kapitana Zbigniewa Przybyszewskiego. Odsłonieto tam także ufundowaną przez MOW tablicę pamiątkową. Stanowisko to jest udostępnione do zwiedzania, wraz z podziemną mini-ekspozycją.

Niestety, kilkakrotnie zdarzyły się tam włamania i dewastacje. To bardzo smutne, ale żyjemy w takim społeczeństwie, że to co jedni traktują jako patriotyczną relikwię - inni dewastują i rozkradają...

.


Autorem i Webmasterem tej strony jest ©Władysław Szarski (wszelkie prawa zastrzeżone)
Opracowanie powyższe oparto na licznych materiałach źródłowych (
patrz bibliografia Helu... )