Piszcie listy...

"Helska Tawerna"
Nadesłane listy

"Łyżka dziegciu..."

Powrót do strony głównej. Huragan i powódź w Helu - naciśnij tutaj !!!

Piszcie ! Każdy z Waszych listów będzie wnikliwie przeczytany !
Nadesłane listy przedstawiają czasem inna wizję Helu - wizję ludzi zawiedzionych konkretnymi sprawami. Może dzięki tym listom coś uda się zmienić ???
Najnowsze listy - na początku strony. Każdy może się tu wypowiedzieć...

!!!

A tu czeka miejsce na Twój list................

!!! 2003-07-19, 13:50, Hel:
Wycisz się. Uspokój. Wtedy zaczniesz dostrzegać magię "małych spraw". Przyjdzie do Ciebie rudy kocur - i skory do pieszczot. Dostrzeżesz łobuzerskie miny zachwyconych chwilą psiaków. Wędzona ryba zyska nowy, głębszy smak, sny staną się naprawdę ciekawe. Wypełni Cię moc. Siła życia.
Prowadzę leniwą, nadmorską egzystencję. Szerokim łukiem omijam kafejki internetowe (notatki robię w szesnastokartkowym szkolnym zeszycie w kratkę - cena 60gr.). Śpię na plaży, gapię się na przepływające stateczki, leczę poparzone słońcem członki i wszystkie sprawy wydają mi się niewielkie i bezpieczne. Wczoraj po raz pierwszy od nie wiem jak dawna spokojnie słuchałam zarabiającego na środku ulicy Wiejskiej w Helu na życie gitarzysty. Czas sączył się nieśpiesznie... Bardzo podobał mi się ten moment, "teraz" było piękne i spokojne, a "przyszłe" nie powodowało paraliżu i konfliktu "chciejstwa" z dojmującym poczuciem bezsilności...
Samolot przeleciał. Nisko, blisko, głośno. Żaglowce na horyzoncie. Leniwi, zdystansowani wczasowicze. Och! Tak, to się żyć chce.
2003-07-20, 15:30, Hel:
Z żalem konstatuje, że z okien mojego pokoju w Helu nie widzę ani kawałka morza. Za to codziennie oglądam parę czarnych, mądrych oczu, krzywe uszy i smętny ogon. Za ogrodzeniem sąsiedniego domu w budowie posesji pilnuje czarny pies. Całymi dniami, czy słońce, czy deszcz, przebywa samotnie na dziesięciu metrach kwadratowych, gdzie jego jedyną rozwiewającą nudę czynnością jest oszczekiwanie przechodzących ludzi, których nawet nie może zobaczyć, bo od świata dzieli go półtorametrowej wysokości drewniany parkan. Patrząc z góry na psią nudę, na bezsensowne wędrówki i przetaczanie się z boku na bok, chętnie rozwiewam smutek egzystencji "zwirzoka" wrzucając mu czasem z okna pachnącą skórę z łososia, albo kawałek wędzonej kiełbaski... błyszczące oczy patrzą wtedy do góry, cicho żebrząc o następną chwilę uwagi.
Dziś wreszcie przyjechali "jego ludzie"! Chłopiec skoncentrowany na zabawie z psiakiem, chętnie rzucający plastikową butelkę do przynoszenia. Bezmiar szczęścia! Jednak nie chodzi o żarcie... Czasem zdecydowanie chodzi o miłość.
Dziś śpiewam koncert w helskim kościele. Miłe miejsce, Szef Artystyczny III Letniego Festiwalu Muzyki Kameralnej, Dariusz Paradowski, to utalentowany kontratenor z sukcesami- wie jak traktować swoich gości, by czuli się komfortowo. Dba o nas, jest czarujący i uprzejmy. Lubię przebywać w kojącym towarzystwie Osób O Naprawdę Dobrych Manierach. Cenię sobię tzw. "kulturę osobistą" - której nie wiem czy można się nauczyć.
2003-07-21, 15:15, pociąg Gdynia Gł.- Warszawa:
Wracam z Helu. Życzę sobie więcej takich miłych, świetnie zorganizowanych koncertów w magicznych miejscach. Półwysep Helski to w całości inny świat - szkoda, że morze zjada go codziennie po troszeczkę...
Spotkałam tu po wielu latach Darka Paradowskiego, prawdziwego Rajskiego Ptaka. Urósł w pełnym tego słowa znaczeniu. Ze "złotego młodzieńca" przemienił się w Marsjasza. Przebywanie z Nim było przyjemnością, a zetknięcie z Jego nieznanym mi dotąd drugim obliczem - rzutkiego, skutecznego organizatora - doprawdy niespodzianką z duuuuużym gazem.
Dzięki, Darku, że dałeś mi okazję nieczęstą w moim artystycznym życiu - śpiewałam to co kocham, w niezwykłym miejscu, w którym czułam się bezpiecznie.
No i... taka wspaniała Publiczność! - komu za to dziękować?
Monika Cichocka
(salome@asceta.tpi.pl) lipiec 2003
 polecam szczególnie! http://www.monikacichocka.tpi.pl

!!!Przeglądając strony o Helu natknąłem się na waszą stronę i zostałem mile zaskoczony jej treścią i formą. Widać że włożono w nią dużo pracy i "serca". Informacje w niej zawarte starają się objąć wszystkie aspekty związane z Helem, jego historię, teraźniejszość, społeczność i gospodarkę. Właściwie każdy może znaleźć tu coś dla siebie.
Ponieważ interesuje się historią i fortyfikacjami z ciekawością przeglądałem materiały o militarnej historii Helu. Były one bardzo dobrze opracowane, szczególnie w kwestii niemieckich baterii 406mm, i zdjęcia ich kompletnie zachowanych, (niestety zagranicznych) stanowisk.
I właśnie odnośnie fortyfikacji na Helu chciałbym napisać kilka słów. Byłem na Helu kilkakrotnie w przeciągu kilku lat i ze smutkiem muszę stwierdzić iż ich stan zachowania w szybkim tempie się pogarsza odkąd wojsko "otwarło bramy", chociaż wojskowi też mieli swoje grzeszki, wspominając odstrzelenie i zezłomowanie kopuły z wieży dalmierza baterii 406mm i czterech masztów systemu maskowania tej wieży, lecz ogólnie chroniło teren przed penetracją złomiarzy czy zwykłych wandali.
Obecnie jednak obiekty są masowo obdzierane z zachowanych elementów metalowych i niszczone przez wandali, a na ich ochronie zależy jedynie kilku "fanatykom" wspominając tu Pana Romualda Nowaka, a przecież fortyfikacje półwyspu helskiego, obejmujące fortyfikacje polskie z lat międzywojennych i powojennych oraz niemieckie z czasu okupacji, wzajemnie się przenikające stanowią prawdziwą perełkę architektury obronnej i stanowi największą, niewykorzystaną atrakcję turystyczną (a nie zapominajmy że wobec upadającej gospodarki rybackiej i przemysłu przetwórczego na Helu, jedynie rozwój turystyki może uchronić miejscową ludność przed bezrobociem). Byłaby jeszcze większa, gdyby w odpowiednim czasie, gdy likwidowano powojenne baterie obrony wybrzeża nie pocięto ich na złom (do tej pory pocięte fragmenty dział leżą na bateriach) ale tego nie da się cofnąć, ale można spróbować uratować to co jeszcze pozostało. Może dostrzeże tą szansę ktoś z "władnych", czego życzę i pozdrawiam.
Marssar (marssar@poczta.onet.pl) maj 2002

!!! Jestem rodowita warszawianką, ale do Helu przyjeżdżam w każde wakacje. Mam 19 lat a byłam tam 13 razy!! Hel jest dla mnie drugim domem nie wyobrażam sobie wakacji bez przyjazdu do mojego kochanego drugiego domu!! Hel jest dla mnie miastem magicznym pełnym niespodzianek i najwspanialszych przyjaciół pod słońcem!! Helanie są ludźmi bardzo miłymi i otwartymi i to pewnie dlatego tak bardzo ich lubię!! Nie ma rzeczy, która skłoniła by mnie do nie odwiedzenia waszego miasta!! Dużo moich znajomych także przekonało się o cudowności Helu i razem ze mną odwiedzają go jak najczęściej!! Uwielbiam Hel i wszystkich jego mieszkańców!! dziękuje, że jesteście!! Na koniec chciałabym pozdrowić moich znajomych, wszystkich nie wymienię bo nie starczy miejsca, ale chociaż zacznę: pozdrawiam serdecznie Mateuszka Waśkowskiego wraz z całą rodzinką, Krzysia, Agnieszkę i Dominikę Dawidowskich wraz z rodzicami, Martynkę, Anię Wisienkę, Dawida Jekę, Martę i moja rodzinkę panią Bronisławę i pana Bogdana Konkel wraz z Aga i Pawłem!!
pozdrawiam
bardzo chętnie nawiąże kontakt mailowy z osobami z Helu!!!!
Paulina Blewońska (paulinkablewonska@interia.pl) kwiecień 2002

!!!...Udało mi się ubłagać rodziców na wyjazd - na wczasy. Wybrałem się z tatą, mamą i siostrą na Półwysep Helski. Bardzo ucieszyłem się, gdy w ogródku domu, w którym zamieszkalismy zobaczyłem psa, który wabił się Bej. Wraz z siostrą Martą zaprzyjaźniłem się z nim. Codziennie zabawialiśmy go. Pewnego dnia nasz gospodarz obiecał, że pokaże nam bunkier i baterię Schleswig Holstein, nazwaną tak na cześć niemieckiego statku pancernego. Nastał ten wymarzony dzień.Udaliśmy się na wycieczkę do tego historycznego miejsca. Nie mogłem się doczekać zwiedzania bunkra. Musieliśmy wziąć ze sobą latarki, bo było tam ciemno i zimno. Maszerując do celu szliśmy najpierw przez miasto Hel, póżniej przez las, mijając dworzec kolejowy. Zawędrowaliśmy do celu, o godz. 17.00, Nagle przed moimi oczami ukazała się wysoka wieża nawigacyjna -ok. 31m. Oczywiście zwiedziliśmy ją. Wchodząc na górę trochę się wystraszyłem, spoglądając w dół i widząc ziemię. Póżniej poszliśmy do baterii. Maszerowaliśmy tam ok. 10 min. Znowu zdziwiłem się, gdy zobaczyłem ogromny bunkier ze stanowiskiem baterii. Najpierw zwiedziliśmy ładownię, w której znalazłem odłamek pocisku wojennego. Następnie obejrzeliśmy: toalety, kotłownię, główną salę, " wentylator " powietrza, magazyn amunicji itp.. Gdy wróciliśmy do domu, podziękowaliśmy przewodnikowi za ciekawą wycieczkę. Jeszcze raz chciałbym tam pójść, a do Helu mogę pojechać już dziś. Spacer do wieży i bunkra to piękna przygoda i interesująca lekcja historii o czasach II wojny światowej.
Łukasz Dziedzioch (lat 11,5) sierpień 2000

!!!Pozdrawiam! Mieszkam w Starej Miłosnej (cudowna "sypialnia" pod Warszawą). Do Helu (niewielu tak mówi) jeździmy od kilku lat. Tę stronę znalazłem jakiś rok temu i regularnie zaglądam. Widać na niej "serce" do Helu. Na początek trochę refleksji. Nie wiem jak inni, ale ja trochę żałuję "odwojskowienia". Na przykład czubek czubka -(to określenie Zuzi, naszej córki) - kiedyś trzeba było wiedzieć, gdzie tego dnia jest nowa dziura w płocie i było nas tam tylko kilkanaście osób. Teraz płot przy plaży od Leśnej poległ i na czubku czubka coraz ciaśniej. Jeszcze przy Laskowskim uchowały się małe, zaciszne zatoczki, ale czy na długo? W mieście też coraz ciasniej i coraz bardziej "wczasowo". Może ciaśniej nie będzie? Teraz o tym, co "fanatykowi betonu" (to z kolei wymyślił Paweł, też fanatyk, a poza tym syn) bardzo się na tej stronie podoba - rubryka "Hel na straży Wybrzeża". Mnóstwo ciekawostek, niektóre zupełnie wyjątkowe - np. bateria niemiecka. Przy okazji przesyłam nieco poprawiony szkic baterii Laskowskiego. Droga - przedłużenie Wiejskiej - wychodzi na plażę w środku baterii, a nie pomiędzy 3 i 4 stanowiskiem jak na jego rysunku, trochę gdzie indziej leżą też CA i KO. W tym roku spotkałem ludzi, którzy mieli szkic p.Chrostowskiego i nie mogli się doliczyć stanowisk. Razem z Pawłem z dumą robiliśmy za "bywalców". Do zobaczenia w Helu - szkoda, że już nie u Maćka, ale za to polecam "Rudego Kota". Pięterko w Rudym Kocie kończyli tuż przed naszym wyjazdem. Właśnie tego wieczora, kiedy przyszlismy się żegnać, gospodyni chciała nas zaprosić na uroczyste otwarcie. Wszystkim było bardzo smutno. Przy okazji - właścicielka Kota była jedyn± osobą w Helu, która sama ze siebie zaproponowała cytrynę do Corony. Wróciła mi wiarę w ludzi. :-)) Stałymi klientami byliśmy także u Turka na Wiejskiej. BTW - Pozdrowienia dla Beja! - Marek Krzyczkowski -sierpień 2000
(mkrzyczkowski@pl.hbv.de)

!!!Jestem szczęśliwy aż do łez. Tegoroczny urlop okazał się dla nas nad wyraz bardzo udany. Tylko szkoda że zabrakło jak zwykle dni, - ich jak na lekarstwo. Trudno opisać wszystko w kilku zdaniach. Może krótkim podsumowaniem jest to, że od rodzimych Kaszubów dostałem wiosło - abym zawsze mógł dobić do rodzimego miasta, latarnię (autentyczną z początku wieku wieszaną kiedyś na żakach ) aby mi tę drogę powrotną rozświetlała, sieć - by morze dało mi posiłek i siłę, butelkę rumu i dużo ryby wędzonej i świeżej abym w zaszczutym Lubinie mógł sobie powspominać. Wychodziłem w morze na haki i żaki, ciągnęłem Bisa. Pływałem na Sandrze i przyjęto mnie na pokład Chopina. Penetrowałem wraki kanonierek przy cyplu i bunkry baterii Laskowsiego. Nieprzespane noce pod gwiazdami wśród przyjaciół przy piwku i wędzonej rybie. Woda była raczej zimna, niekiedy aż do bólu. Ale piasek gorący i dużo słońca. Powiem tak - muszę tam kiedyś wrócić! Może spełnią się moje marzenia i przypłynę swoim jachtem. A może uda się kupić na Komandorskiej małe mieszkanie na poddaszu.... Teraz oprócz marzeń są obowiązki i szare życie. Do następnego - Jarek Kościelny (sierpień 2000)
(kosciel@pertus.com.pl)

!!! To jest telegram do władz Helu.Często zawijam jachtem w drodze do i ze Szwecji na Hel. Wszyscy są sympatyczni, miasto wspaniałe ale brak toalet i pryszniców w porcie nie mieści się w wyobrażeniach nikogo. Gdybym był Kpt.Portu Hel pierwszą czynnością byłoby uruchomienie i oznaczenie tych miejsc.
Narazie tyle, pozdrowienia. Janusz Czerucki kpt.ż.w - (kwiecień 2000)
(czerkapitan@poczta.wp.pl)

!!!

Serdecznie pozdrawiam i gratuluję świetnej strony. Bywam na Helu regularnie na wakacjach, nieprzerwanie od ośmiu lat, wcześniej wpadałem tu choćby na pół dnia przy okazji pobytu w Trójmieście. Obserwuję jak Hel staje się kombinatem wypoczynkowym, ubywa szlabanów i wojskowych ogrodzeń, a przybywa kolorowych reklam. Chciałbym pochwalić władze miasta za czyste kolorowe chodniki, regularnie sprzątane plaże. Cieszę się, że nie ma tu nowoczesnych dyskotek, dzięki czemu nocami jest względnie spokojnie. Muzyczny namiot w porcie rybackim, w takiej formule jak jest, moim zdaniem całkowicie wystarcza. Tak trzymać.
Pan Maciek z Tawerny, w lato żalił mi się, że trochę spadły obroty, dużo turystów zamiast chodzić do restauracji na obiady, zjada kanapki w swoich kwaterach. Tu chyba tkwi szkopuł; helanie nie do końca zrozumieli, że turysta to nie tylko bezwolna istota trzymająca w ręku otwarty portfel. Dla rekinów finansowych Półwysep Helski skończył się już na "Bryzie" w Juracie, tutaj docierają w większości rodziny średniozamożne, a te widzą, że ceny obiadów jedzonych tłumnie na plastikowych, ogrodowych stolikach odpowiadają cenom w małych restauracjach w Trójmieście. Specjały kuchni typu "Łosoś z grilla" to owszem atrakcja, ale po kąpieli w morzu przydałby się po prostu obfity, a nie drogi obiad. Zestaw obiadowy to najczęściej tylko drugie danie, talerz zupy trzeba dokupić często za 5 zł.No i kwestia czasu obsługi - restauratorzy kochani, urlop jest taki krótki nie ma czasu przestać go w kolejce po mielonego.
Jeśli chodzi o helskie nocne knajpki, to przydałoby się więcej profesjonalnie zmieszanych drinków. Kolorowe butelki na ladzie to jeszcze nie wszystko. Moja ulubiona knajpka to: "Kapitan Morgan". Można tu spędzać czas choćby tylko oglądając wystrój wnętrza. świetna kuchnia i drinki, bardzo miła i sprawna obsługa.
Od helskich bunkrów zaczęło sie moje zainteresowanie militariami, które przerodziło się w hobby. Poszukuję materiałów, artykułów o helskich fortyfikacjach (zamieszczanych także i w "Helskiej Blizie"), proponuję wymianę.
Bardzo się cieszę, że mój Hel, gdzie bywam od lat ma tak świetną stronę internetową. Z drugiej strony nie dziwi mnie to, bo rozmawiając "U Maćka" z miejscowymi kilkakrotnie usłyszałem zdanie: "bo ja kocham Hel". Twórcy tego adresu z pewnością też go kochają.
Czekam na kontakt od podobnych miłośników fortyfikacji.
Przemysław Wrzosek, (grudzień 1999) - wrzosekip@poczta.onet.pl
!!!

"Cyklon" w Helu - noc z piątku na sobotę, 3/4 XII 1999 (obejrzyj zdjęcia!)
-Relacja naocznego świadka : - Na morzu nie byłem i nie chciałbym być.
Wlasnie przed chwilą oderwałem się nieco od piły motorowej, ktorą wyrzynam szlak pomiędzy moim domem, a biurem, gdzie mam komputer.
Hel jako Hel, czyli miasteczko na końcu świata, przetrwało w zasadzie bez większych emocji. Powaliło kilka drzew, miedzy innymi prawie trzystuletnią sosnę na moim podwórku, no i zalało tzw. kolonię domków rybackich. Wybudowana w latach trzydziestych kolonia rybacka była zalewana sztormami od S do W, w zasadzie od zawsze, do wybudowania w początku lat siedemdziesiątych umocnionego falochronu w formie bulwaru pomiędzy oboma portami. Na przestrzeni ostatnich dwustu metrów przed portem wojennym pozostawiono kawałek plaży. I właśnie przez tę plazę poszła dzisiejszej nocy fala zalewając po raz pierwszy od trzydziestu lat, prawie wszystkie, położone na jej zapleczu, budynki. W porcie wysoki poziom wody, kutry zbite w stadko w basenie wewnętrznym. Fokarium zalane wodą, łącznie z tarasami dla publiczności, co fokom zdaje się nie przeszkadza, tym bardziej, ze publiczności jak na lekarstwo (to znaczy ja jeden, skwitowany jednym łypnięciem okiem podczas leniwego przewrotu z brzucha na plecki i pod wode) Futurystyczna piramida z plexi, ustawiona nieopodal w celu kręcenia filmow edukacyjnych, w drobny mak rozbita. To tyle mniej więcej. Największe nasilenie wiatru było nad ranem, przy czym nie wiem, czy był to najsilniejszy sztorm jaki widziałem - chyba nie. To co bylo dlań charakterystyczne to, że nie wiał on równo, a na wzór chocholi chodziły krótkie a gwałtowne szkwały, potępieńcze powiedziałbym, w trzasku spadających drzew i gałęzi dookoła. Teraz już siadło, chociaż, odpowiednio słabsze, szkwaliki to tu, to tam sobie chodzą. Wracam do piły.
Pozdrowienia - Jarek

-Relacja spisana na podstawie informacji z różnych źródeł : -silny wicher z niekorzystnego kierunku płd-wsch. zaatakował Hel wieczorem 3-go grudnia. Ok godz. 3:30 w nocy jego prędkość osiągała w porywach 35 m/s. Woda wdzierała się na długości kilkuset metrów przez falochron Portu Wojennego i wlewała się przez ulicę Sikorskiego do najniżej w Helu położonej - Kolonii Rybackiej zalewając na kilkanaście godzin ulice i domy na głębokość od 20 cm do miejscami niemal metra. Już o 2:00 w nocy do akcji ratowania zalanych domów przystąpiła helska Ochotnicza Straż Pożarna. Wojsko walczyło tymczasem o nieprzerwane zasilanie w energię elektryczną i ogrzewanie i o utrzymanie w ruchu przepompowni ścieków dla miasta - groziło zalanie fekaliami.
Mnóstwo powalonych drzew blokowało przejazd i akcję ratowniczą. Ściągnięto jednostki Straży Pożarnej z innych miejscowości - z terenu Powiatu Puckiego, Gdyni, Gdańska, Kościeżyny i Kartuz. Stworzono sztab kryzysowy, do którego dołączył ok.5:00 Starosta Powiatu Puckiego. Sytuacja zaczęła się stabilizować dopiero ok. godz.11:00, gdy zmienił się kierunek i siła wiatru. W ramach akcji ratowniczej musiano czasowo przerwać dostawy wody pitnej dla miasta. Na ulice wyjechały cysterny z wodą dla mieszkańców, wojsko uruchomiło w mieście polową stacę benzynową do tankowania wozów strażackich i motopomp, w niezalanej częsci miasta uruchomiono punkt wydawania ciepłych posiłków dla ratowników.
W Porcie Wojennym marynarze walczyli o los okrętów wymieniając pękające cumy. W Porcie Rybackim ucierpiały głównie kutry gości, zaskoczone być może nieznaną dla nich specyfiką portu. Kuter DZI-65 zerwał się z cum i oparł się aż na kutrze HEL-135, a następnie otarł się o kutry Hel-100 i Hel-111 powodując ich niegroźna naszczęście uszkodzenia, ale sobie dość poważnie uszkadzając burty. Kuter HEL-144 przedziurawił sobie burtę i zbiornik paliwa o wystające z remontowanego mola metalowe pręty, O sile wiatru może zaświadczyć fakt, że kuter HEL-125 wyrwał - szarpiąc się na cumach - solidny poler cumowniczy wraz z kawałkiem nabrzeża. Fale uszkodziły w niektórych miejscach nabrzeża obu portów a nawet nawierzchnię ulic. Uszkodzone dachy, liczne powalone drzewa dopełniały obrazu skutków sztormu Wodę z ulic usuwano aż do niedzielnego popołudnia. (spisał - Valle)

 Cześć, mam na imię Aleksander. Piszę do ciebie z Gujany francuskiej, gdzie mieszkam już od prawie roku. W zeszłym miesiącu zdecydowałem się wreszcie na podłączenie do internetu, głownie po to by sprawdzić samemu czy można znaleźć w nim cos na prawdę interesującego. Mam bowiem paru kolegów, którzy po kilku miesiącach prób zrezygnowali twierdząc, ze nic ciekawego internet im nie dal. Miedzy moimi kolegami a mną jest jednak ta różnica, ze ja, oprócz francuskiego, znam tez dobrze angielski no i przede wszystkim polski - urodziłem się bowiem w Polsce, a będąc dokładnym w Pucku, w województwie Gdańskim. do 18-go roku życia, mieszkałem na Helu. Jedna z moich pierwszych prób "kontaktu" przez internet było sprawdzenie czy mogę się połączyć z Polską. Z ogromnym zdziwieniem i wzruszeniem, znalazłem twój "site" (witrynę) poświęcony prawie całkowicie miastu, które pamiętam z dzieciństwa i które znam tak dobrze. W dodatku uważam, ze twój "site" jest bardzo dobrze zrobiony, oczywiście chciałbym żeby był jeszcze większy no i żeby było w nim więcej zdjęć, ale nawet taki jaki jest obecnie jest bardzo ciekawy i zachęcający do odwiedzenia. Dużo przyjemności sprawiło mi zobaczenie kilku zdjęć, które w ciągu paru chwil przeniosły mnie o kilka tysięcy kilometrów stąd, przeczytałem wszystkie listy od czytelników i artykuły "Helskiej Blizy". Przez chwile miałem wrażenie, ze jestem na Helu. No i mogłem pokazać nareszcie mojej żonie jak wygląda miasto mojego dzieciństwa. W dodatku planujemy wakacje w Polsce latem 99-go roku, i dzięki twojemu "sitowi" będziemy z pewnością mogli lepiej je przygotować. Postanowiłem napisać do ciebie ten krotki e-mail, żeby podziękować i pogratulować za pomysł i realizacje. Cieszę się, ze na całym świecie ludzie tacy jak ty, których praca służy innym ludziom. Dzięki twojemu "sitowi", który mam zamiar odwiedzać regularnie, mogę uczestniczyć (niestety biernie) w życiu miasta, które pozostanie na zawsze w mojej pamięci. Myślę, ze miasto Hel tak jak i cały region półwyspu, na tyle interesujące, że każdy turysta który raz je odwiedził chętnie by wrócił, choćby i za sprawa internetu !!!

Alex - ASINICKI@nplus.gf - październik 1998

Cześć po długiej, wakacyjnej przerwie. Lato mokre, chłodne i niezbyt chyba dla helskiej turystyki udane. (...) Twoja nieoceniona strona podnosi już od dłuższego czasu, w listach od "internautów", sprawę helskiej przystani dla jachtów, ostatnio też i HB chwyciła ten temat, ,(...) opisując sprawę na tle jachtingu estońskiego i łotewskiego, nie pomijając też żeglarzy krajów zachodnich. Zarysowuje się dyskretna linia podziału pomiędzy zwolennikami żeglarstwa przybrzeżnego (w osobie REDAKTORA ODPOWIEDZIALNEGO HELSKIEJ BLIZY p. S.Ostrowickiego) a opcją, którą nazwałbym "bliskopełnomorską" wyłożoną dobitnie w "Słowie w sprawie helskiej mariny" przez p. M. Kuklika.(...) Pisze on m.in. że internetowi respondenci nieprzychylnie wyrażają się walorach helskiej przystani. Trzeba się (...). zgodzić, że w helskim porcie ewidentnie brakuje ogólnodostępnych toalet. To jest linia porozumienia pomiędzy wszystkimi uczestnikami ewentualnej dyskusji, a o sprawie dyskutować warto, bowiem (...). wiąże się ona z wizją rozwoju miasteczka w kierunku rozwijania jego funkcji turystycznych.
W opracowaniu prof.J.J.Paryska zarysowuje się trzeci punkt widzenia: "(...) w skład mariny powinny wchodzić : przystań żeglarska, blok sanitarny z natryskami, sauna, bar-restauracja (tawerna), kuchnia turystyczna, hotel turystyczny, warsztat naprawy jachtów, urządzenia sportowe (np. k
ort tenisowy, boisko do siatkówki) i inne."
Tak więc jedna gazeta i trzy spojrzenia, przy czym dwa pierwsze widzą w helskim porcie jakiś "basen jachtowy", opcja trzecia natomiast dopiero budowę takowego postuluje. W tym punkcie należy się z panem profesorem zgodzić; port helski jest typowym portem rybackim, w żaden sposób nie przystosowanym do postoju jachtów. Cumują one zwyczajowo do falochronu zachodniego w zewnętrznej części portu, gdzie silne zafalowanie naraża delikatne konstrukcje na poważne uszkodzenia do zatopienia włącznie (były takie przypadki).
O tym właśnie pisze p. M.Kuklik nierealnie jednak postulując budowę dodatkowego pirsu (za jakie i czyje pieniądze ?). Jak sądzę należy postawić sobie dwa fundamentalne pytania: - Czy miasto Hel (jako orga
nizacja) powinno dążyć i popierać ideę utrzymania przystani żeglarskiej w porcie? - Czy przystań taka będzie odwiedzana przez licznych żeglarzy, krajowych i zagranicznych? Poczynając od drugiego pytania; port w Helu JEST licznie odwiedzany przez polskich żeglarzy, jednak są to bytności mocno specyficzne. Jest licznie odwiedzany bowiem odprawy paszportowo-celne, są w nim, w odróżnieniu od Basenu Jachtowego w Gdyni, bardzo sprawnie i szybko przeprowadzane. Są to zatem odwiedziny krótkotrwałe, rzędu godzin, a nawet kwadransów, dla miasta, prócz szerokiej i dobrej opinii o helskiej Straży Granicznej, nie mają zatem znaczenia. Natomiast jeśli chodzi o odwiedziny turystyczne, zarówno w opcji "przybrzeżnej" jak i "bliskopełnomorskiej" , to znaczącego ruchu nie ma i nie będzie. (...)
Gdy spojrzymy na maleńki basen jachtowy w Świnoujściu, gdzie opłaty są horrendalne, toaleta (jedna!) pod psem, o prysznicach ani słychu, atrakcje podobne do helskich, a jednak jest on zapchany dosłownie jachtami, głównie niemieckimi, ale też duńskimi, szwedzkimi, brytyjskimi, to teoria "portu noclegu" ma sens, tylko, że niestety nie w Helu. Nie ma też szansy by Hel stał się miejscem postojowym przed "skokiem" do Gdańska. Dlatego, że do Gdańska nikt nie skacze, ktoś kto dopłynął jachtem r
odzinnym ze Szwecji na wysokość Helu, z całą pewnością nie będzie ani nocował, ani szukał schronienia w Helu, popłynie bowiem do.. Gdyni, gdzie wejście jest nawigacyjnie łatwe, i gdzie znajduje się, prawdę powiedziawszy, jedyna z prawdziwego zdarzenia marina na polskim wybrzeżu, cokolwiek by o przystani na Ołowiance sądzić. Czy zatem należy w helską marinę inwestować? Jeśli znajdzie się prywatny inwestor - to czemu nie, jego pieniądze, jeśli zaś z pieniędzy publicznych to wydaje się, że jedyna droga to wrócić to koncepcji minimalnych nakładów i dobrych efektów, czyli tej o której p. M.Kuklik pisze wyraźnie lekceważąco, że była nieudana. Należy przenieść miejsce postojowe jachtów z falochronu zachodniego na południowy, znacznie pod względem zafalowania spokojniejszy, i odtworzyć istniejącą tam kilka lat temu infrastrukturę techniczną tzn. wodociąg, linię elektryczną, toalety i prysznice. Ktoś tam w końcu przypłynie, a koszty będą nieporównanie mniejsze od budowy dodatkowych pirsów, warsztatów jachtowych, hoteli itp. itd. W niezwykle w końcu uczęszczanej marinie w Visby na Gotlandii, jej urządzenia ograniczają się do: trzech toalet (otwartych całą dobę i bezpłatnych) i pięciu czy sześciu kabin natryskowych otwartych od ósmej do dwudziestej i płatnych po szwedzkiej koronie za minutę ciepławej wody. Zaś warsztaty jachtowe ograniczają się do możliwości wypożyczenia wiertarki elektrycznej (...) i wszyscy są zadowoleni. Nie bądźmy świętsi od papieża i z wszystkich możliwości wybierzmy zdrowy rozsądek.
Pozdrowienia - Jarek Czyszek - wrzesień 1998

!!!

Nie mieliśmy okazji spotkać się osobiście podczas naszego pobytu s/y "Zjawa IV" w helskim porcie. Korzystając z okazji pragnę podzielić się z Panem moimi uwagami na temat Helu z punktu widzenia żeglarza. Basen żeglarski jest bardzo przestronny, jednak zupełnie nieprzystosowany do przyjmowania jachtów. Sprawa sanitariatów nie wymaga komentarza. One po prostu musza być! Jeżeli chodzi o odprawy graniczne, to raczej nie mam złych doświadczeń, czego nie mogę powiedzieć o wszystkich portach polskich. Odprawy mogłyby jedynie trwać nieco krócej. Bardzo chciałbym natomiast pochwalić bosmanów dyżurnych portu. Kilkanaście razy wchodziłem do portu, lecz nigdy nie robiono mi problemów. Żeglarze uprawiają żeglugę przyjemnościowa i nikomu nie mogą zagrozić. Ryzykują własnym życiem i utrata jachtu, na którym pływają. Dlatego nie trzeba ich gnębić wyrywkowymi kontrolami, upomnieniami, zakazami. Żeglarze, to nie utrapienie dla zawodowców pracujących na morzu, to przyszłość dla takiego miasta, jak Hel. Bosmani portu helskiego zrozumieli to od razu, co jest chlubnym wyjątkiem w skali kraju. W samym porcie w ciągu kilku lat zaszły spore zmiany. Zamiast odrapanych państwowych kutrów widzimy teraz kolorowe jednostki prywatne. Sam port jest otwarty dla turystów. Przetwórstwo nie psuje powietrza w takim stopniu, jak niegdyś.
W mieście pełno jest atrakcyjnych tawern i barów (przy okazji pozdrowienia dla baru "Oceania"), istnieje Fokarium i Muzeum. To wszystko bardzo podnosi atrakcyjność miasteczka.
Aby jednak Hel mógł się stać portem jachtowym musi być spełnionych kilka warunków:

  • 1.Sanitariaty
    2.Nabrzeża przystosowane do obsługi jachtów
    3.Stacja paliw dostępna dla jachtów
    4.Odgrodzenie basenu jachtowego od reszty portu, co ograniczyłoby falowanie przy wiatrach z kierunków od S do W.
  • Hel ma szansę stać się ważnym portem jachtowym, ze względu na stratergiczną lokalizację i niepowtarzalny klimat miasteczka. Niedobrze by się stało gdyby tę szansę stracił. Przypomniałem sobie o jeszcze jednej sprawie. Trzeba coś zrobić z pseudo-wędkarzami łowiącymi na głowicy zachodniego falochronu. Żeglarze wchodzący do portu narażeni są na złośliwe uwagi ze strony tych ludzi zarzucających wędki w poprzek wejścia. Trzeba pamiętać o tym, że jacht żaglowy nie zawsze porusza się za pomocą silnika, a wtedy nie jest w stanie płynąć w dowolnym kierunku. Ci panowie najwyraźniej nie są w stanie sobie tego przyswoić. Bardzo podoba mi się pomysł strony. Tak trzymać! Pozdrawiam! - (maj 1998)
    Marcin Rzyczniak - Zjawa IV - compass@kki.net.pl

    !!!

    Byłem w Helu i na Helu na początku maja. Macie w rejonie zbyt drogiego dorsza smażonego
    Aż 3zl/100g !!! Macie pyszne ryby smażone w zalewie octowej ... Macie piękne foki, plażę, (port lub przetwórnia przykro 'waniajet') Macie do zagospodarowania cypel i legendarne działa z 1939... Macie śliczne tereny... (maj 1998)
    Pozdrawiam, R.Karski - Kodak Polska -
    fotowo1@it.com.pl

    !!!

    Na wystawie prac pewnego fotografika działającego po wojnie w Gdańsku i okolicach zauważyłem zdjęcie (podpisane: "Kres, 1948", autor - M.Jankowski 1904-1974, opublikowane w czasopiśmie "Fotografia" 1/1987) przedstawiające kilka lokomotyw ustawionych w

    Lokomotywy na plaży

    rzędzie i "wchodzących" niejako w morze (prostopadle do plaży). Nie dziwię się, ze tak surrealistyczny obrazek zainteresował kogoś z aparatem fotograficznym. Wtedy przypomniałem sobie, że kilkanaście lat temu, podczas pobytu w okolicach Chałup. ktoś opowiadał o tym jak Niemcy w 1945 roku wykonali właśnie z parowozów barykadę przecinającą Półwysep. Dla poparcia tego opowiadania wskazywano nam wystający z piasku na bałtyckiej plaży, chyba na odcinku Chałupy-Kuźnica fragment żelastwa mający być kominem lokomotywy, wessanej pod własnym ciężarem w piasek. Cos musiało w tym być, bo próby odkopania zardzewiałego przedmiotu nie powiodły się - tak, jakby był on rzeczywiście fragmentem większej, ukrytej pod piaskiem całości. Być może Ty - lub, ktoś Ci znajomy wie cos więcej na ten temat? Naprawdę nie ma żadnych opublikowanych relacji z maja 1945 na Helu?
    (Marek Gabzdyl marekg@imz.gliwice.pl)

    !!!

    W sprawie Góry Szwedów...
    Góra Szwedów - miejsce mitycznej potyczki z I polowy XVII w. kiedy to (podobno) celnym ogniem polskich armat uniemożliwiono akcje ratownicza osiadłego na mieliźnie szwedzkiego okrętu "Christine". Jedno z wyższych wzniesień na Półwyspie, a przede wszystkim ostry zakręt, gdzie morska linia brzegowa mierzei zmienia dość raptownie kierunek z (mniej więcej) NE na S. Pod kon
    iec lat trzydziestych wzniesiono tu w roli latarni morskiej kratownicowa, stalowa konstrukcje, z elektrycznym światłem umieszczonym pod miedziana, stożkowata kopuła. Z punktu widzenia nawigacji; minięcie Góry Szwedów uznaje się za wejście na Zatokę Gdańska (które to pojęcie jest bardzo zresztą zróżnicowane i funkcjonuje kilka rożnych określeń Zatoki Gdańskiej, przy czym każde oznacza mniej więcej to samo, ale niezupełnie; geograficznie Zat.Gd. ogranicza z jednej strony lad, z drugiej zaś hipotetyczna linia łączącą przylądki Taran i Rozewie, z punktu widzenia granicy państwa za wewnętrzne wody morskie (potocznie Zatokę) uznaje się tę część wód Zat.Gd., która leży na S od również hipotetycznej linii łączącej E brzeg przekopu Wisły w Świbnie z cyplem Półwyspu Helskiego, tak wiec np. "rejs" jachtem z Gdyni do Władysławowa, mimo ze odbywa się cały czas po geograficznych wodach Zat.Gd. jest rejsem pełnomorskim, pisząc wyżej o wejściu na Zatokę po minięciu Góry Szwedów mam na myśli, ze Półwysep odsłania wówczas widok na port w Gdańsku i chwilę potem, także i Gdynię, jesteśmy zatem w domu.
    Przez długie lata latarnia na Górze Szwedów dom ten pomagała łatwiej odnaleźć i z tego względu była światłem ważnym, niemniej jednak pomocniczym tylko w stosunku do Latarni Morski
    ej w Helu skąd była zasilana i dozorowana. Była to latarnia bezobsługowa i jako takiej jej światło było określane w spisach świateł jako niepewne. Jedynym znakiem jej życia dla obsługi helskiej latarni była paląca się neonówka na tablicy rozdzielczej, w chwili gdy przekręcano włącznik zasilania.
    Pewnego wieczoru, pod koniec lat osiemdziesiątych (1988 lecz nie jestem pewien) neonówka ta nie zapaliła się, dyżurny latarnik wsiadł na motorower i po ok. 20 minutach jazdy wydmowo-leśna drożyna dotarł do samotnie i odludnie stojącej, martwej teraz Latarni. Wyprawa ta o mało nie zakończyła się śmiercią latarnika, gdy runął on w kilkumetrowa czeluść bunkra jej fundamentu, bowiem ci, którzy potłukli szyby laterny, żarówki itd. poprzesuwali tez stalowe płyty pokrywające piwnice w ten sposób, ze ich nadepnięcie powodowało zawalenie się konstrukcji stropu, co nastąpiło. Naprawa Latarni trwała mniej więcej tyle samo co dochodzenie do zdrowia kontuzjowanego latarnika, którego po kilku nocnych godzinach zaniepokojeni koledzy wyciągnęli z lochu poważnie kontuzjowanego lecz jeszcze żywego, a wiec kilka miesięcy. Wiosna latarnia świeciła ponownie, lecz zmienił się jej wygląd - kratownicowa konstrukcja została obłożona do wysokości kilku metrów stalowymi blachami, by uniemożliwić wejście osobom niepowołanym, nic to nie dało, bowiem w jakiś (niedługi zresztą) czas później Latarnię zdemolowano powtórnie, tym razem tłukąc dokumentnie także soczewki. Tym razem światło zostało wygaszone na zawsze. Do niedawna sama jej konstrukcja była jeszcze nienaruszona, teraz jednak zdjęto jej miedziany hełm (z przeznaczeniem na złom) a cała resztę pozostawiono własnemu losowi. Czy należy tego żałować? Myślę, że gdyby nie żałośnie spektakularny sposób jej wyłączenia, połączony z bezmyślnym zamachem na zdrowie ludzkie, z wandaliczną dewastacja i wzburzeniem, które towarzyszy zwykle tego typu wydarzeniom, to chyba nie. Za mojej pamięci, a wiec nie tak znowu dawno, zniknęły z helskiego krajobrazu liczne urządzenia i budowle nawigacyjne, choćby maszt sygnalizacyjny, na którym za pomocą barwnego kodu świateł podawano prognozę pogody na pozbawione radia kutry, czy buczki mgłowe, których buczenie jest akustycznym sygnałem wspomnień mglistych dni dzieciństwa. Nadawało to koloryt nadmorskiemu miasteczku o liczbie ludności ponad dwa razy mniejszej niż dzisiaj, do którego nie tak łatwo było dotrzeć inaczej niz. morzem (szosę łączącą Hel ze światem, czyli z Władysławowem oddano do użytku w roku mego urodzenia), ale świat idzie naprzód, najpierw wszystkie kutry wyposażono w radiostacje (maszt sygnałowy), potem w radary (buczki), teraz w odbiorniki GPS. I ma to swoje odbicie w rzeczywistości, dawniej nie było roku by jakiś kuter nie zatonął, nie rozbił się, nie spalił, nie zaginał na morzu (ostatnio w 1980(?) Hel-126, bez wieści z cała załoga).
    Teraz od dawna już nie. I tak jest lepiej. Pozdrowienia -
    (J.C. - 1997)

    ! ! !

    Ahoj! Piszecie same pochwały, a ja właśnie z Helu wróciłam i nie jest tam tak różowo. Od kilku lat widzę wyraźnie - z roku na rok jest gorzej. Wiejska zapchana samochodami - przeważają oczywiście niewychowani warszawiacy!, ryczące motocykle wpuszczone nie wiadomo przez kogo na Wiejska (po zwróceniu uwagi, dowiedziałam się, oprócz wymysłów, ze maja pozwolenie od Burmistrza!!!), no i niemal żadnej obecności Straży Miejskiej. Pamiętam, jeszcze dwa lata temu, niechby ktoś spróbował wjechać tam, gdzie nie wolno!!!! A poza tym ten idiotyczny "pałac władzy" budowany przez burmistrza - czy Helanie na prawdę maja za dużo pieniędzy!!!
    Widziałam, jak pod jego budowę wycinano piękne, ogromne, stare drzewa - dlaczego wtedy nikt nie zaprotestował!!! To ogromny wstyd dla helskich obrońców przyrody!
    (Weneda, 1997)

    ! ! !

    Właśnie wróciłem z rejsu. Odwiedziłem wracając z morza Hel (w zasadzie z konieczności) i niestety nadal nie ma w porcie lub w jego okolicy prysznica a co gorsze jakiś kretyn z GPK na odchodnym przylazł nam grzebać w papierach no szczyt chamstwa, wysadźcie ta budkę urzędnika to może więcej ludzi tak zajrzy bo ja z definicji omijam porty gdzie można się narazić na trzepanie a szkoda. Oczywiście popieram protest zniszczenia tawerny, najwięcej sensacji wzbudza pewna barmanka ... Jak zawiążecie komitet na rzecz budowy prysznica w porcie to podpisze się obydwoma rękami (sorki za błędy ale 14 dni bez komputera ...). Ale jak zwykle czadowo że powstają takie stronki, czekam na następne. Życzę rozwoju strony i zmiany urzędnika w GPK.
    (Tom,
    1997)

    ! ! !

    U Maćka jest rzeczywiście bombowo! Dlaczego nie piszecie o zaśmieconych zaułkach Helu, napchanych jakimiś dzikimi, okropnymi budami, płotami, dlaczego nie piszecie o potwornych blaszanych garażach, których co miesiąc przybywa - to są jakieś monstrualne dzielnice blaszaków - kto daje na to zgodę w Parku Narodowym?
    Szczęście
    , ze jest cudowna plaża i wystarczy trochę odejść i już sami. Co za cymbały tłoczą się nad zatoka!
    (Bozka, 1997)

    ! ! !

    .Hi there, down in Hel!
    I and the rest of the crew on Swedish sailing yacht s/y Ellen want to send our regards to you guys in Hel! Some years ago we visited Hel and thought it was an excellent destination for sailors!
    We came sailing from Kaliningrad and Baltijsk. Everything was working there, but how we didn't understand. The ships were, we thought, fetched from the bottom of the sea. Even the warships seamed to need a major overhaul!
    Coming to Hel, was in fact as going home. We found painted fishing boats, and a very nice village with a museum, bars and restaurants!
    Coming from the rusty Kaliningrad over the see we really needed a shower. Hope you can get one soon - a decent toilet, a shower and perhaps electricity charging batteries aboard are the things sailors need most!
    Next time we visit Poland, it will be from the west, and of course we will visit Hel again! For the moment we are sailing in cyberspace, building up internet pages on the topic of how to sail around the Baltic Sea! If you have access to internet, look at:
    http://www.algonet.se/~young/ellennet/english
    With warm regards
    (Mikael - captain of Swedish sailing yacht s/y "Ellen" 1997)
    (tlumaczenie poniżej)
    Pozdrowienia, dla tych w Helu!
    Ja i reszta załogi szwedzkiego jachtu s/y Ellen chcemy przesłać pozdrowienia wam z Helu! Kilka lat temu odwiedziliśmy Hel i myślę, że to wspaniały cel dla żeglarzy! Żeglowaliśmy przez Kaliningrad i Baltijsk. Wszystko tam niby działało, ale nie mogliśmy zrozumieć jakim sposobem. Statki wyglądały, jakby były wyciągnięte z dna morza. Nawet okręty wyglądały na to, że potrzebują remontu kapitalnego! Przybycie do Helu było dla nas, jak powrót do domu. Natknęliśmy się tu na świeżo pomalowane kutry rybackie i piękne miasteczko z muzeum, barami i restauracjami! Po przypłynięciu z przerdzewiałego Kaliningradu bardzo potrzebowaliśmy kąpieli. Mamy nadzieję, że wkrótce dorobicie się czegoś takiego - przyzwoitej toalety, natrysków i być może elektryczności do ładowania akumulatorów na pokładzie, tych rzeczy, których żeglarze potrzebują najbardziej! Następnym razem odwiedzimy Polskę płynąc z Zachodu i oczywiście odwiedzimy Hel znowu! Teraz żeglujemy w przestrzeni cybernetycznej tworząc
    strony internetowe na temat jak opłynąć Morze Bałtyckie! Jeśli macie dostęp do internetu, popatrzcie na:
    http://www.algonet.se/~young/ellennet/english
    Z gorącymi
    pozdrowieniami (Mikael - kapitan szwedzkiego jachtu s/y “Ellen”)

    !!!About situations at sea - here is the story of our approach to Hel:
    We came sailing from Baltijsk, and wind and see made us approach in the night. It was a natural choice to head for the lighthouse on the east point on peninsula Hel. We had only a General Chart for Baltic Sea, Southern part. Well we could see Poland on the chart... In Stockholm we had got copies of harbour charts, but not any from Hel. We only knew that a Swedish Yacht had got the information that the port was closed due to sand-drift.
    We didn't care - rumours are often false!
    On our general chart we saw that Hel was surrounded to SW of huge sandbanks, so we had to take it careful in the night! Distances are hard to see in the dark, but we made a turn to the south and sailed westwards south of the peninsula looking for lights from the harbour. There was to muck light! With lights everywhere we couldn't find out where the port was. A blinking light saved us. A south buoy blinking according to international standard. That must be the end of the sand banks, we can turn north and approach land... We did so. and the lights came closer. We started to call Hell harbour on VHF and some pore guy answered in the night. (Probably awaked by telephone from Gdynia, because we called many times, and every ship and radiostation in the Gulf of Gdansk listened to us..).
    At last contact! But the message was short: You are lost! Do not enter the naval base!
    Well we thought that the port were there most of the lights were... OK. We were going to the wrong port - but was the fishing harbour to the east or to the west? We guy at radio didn't tell us. He just repeated where "not" to go. We tried to the east - the dawn came and we could see the piers.
    In the morning we sailed in to the fishing harbour in Hel. Land at last!
    (Brant, IX 1997)

    na tych stronach wkrótce dalsze ciekawostki i informacje........

    Jeśli byłeś w Helu, lub jeśli chcesz tam pojechać, jeśli Cię ta strona zainteresowała -

    odwiedzaj nas często i powiedz innym!!!

    tu zawsze swieci slonce..Powrót do strony głównej